Rozległa łąka pełna kolorowych kwiatów, piękne motyle, których skrzydła
w promieniach słońca mieniły się tysiącami barw, cicho szumiący strumyczek. To wszystko było tak piękne, że aż trudno uwierzyć, iż kilka metrów dalej wyłaniał się ponury las. Należał on do miejsc, które nawet u dorosłych wzbudzają niepokój, powodują dreszcze.
Rozłożyste korony gęsto rosnących drzew sprawiały, że nawet w środku dnia panował tam półmrok. Gnijące na podmokłej ściółce igły i liście były doskonałym schronieniem dla wielu owadów, mchy rozrastały się do naprawdę imponujących rozmiarów. Jednam, mimo tego,
że miejsce to tętniło życiem, ludzie omijali je z daleka. Zabłąkane, odłączone od stada dziki, żerujące pod lasem wilki, czy ciche pohukiwanie sów w połączeniu ciemnościami aż się prosiły o to, by na ich temat powstały legendy. Tak też się stało. Od lat straszono dzieci wiedźmami, które wg okolicznych mieszkańców żyły w najciemniejszych zakamarkach lasu. Niektórzy twierdzili nawet, że to właśnie tam mają początek wszelkie nieszczęścia. Obwiniali złe moce za nieurodzaj, śmierć, a często nawet za coś tak błahego, jak zwyczajne, codzienne niepowodzenia.
Mimo wszystko, według Marka to było najlepsze miejsce na wybudowanie nowego domu.
Z daleka od ludzkich spojrzeń, wścibskich sąsiadów czy natrętnych akwizytorów mógł
w końcu cieszyć się wolnością, o jakiej marzył pracując w zatłoczonym biurowcu.
Z zawodu był informatykiem, choć zmusiły go do tego raczej ówczesne realia niż zamiłowanie do komputerów. Za młodu nie miał szans na rozwinięcie swojej pasji, jaką było malarstwo. Fakt, szkicował wszędzie, gdzie tylko mógł, a każdą wolną chwilę spędzał przy sztalugach, jednak nie mógł traktować tego jako źródło zarobku. Poza tym, szczerze mówiąc, brakowało mu trochę do van Gogh’a, tak więc podjął pracę za biurkiem. Pewnie ktoś powiedziałby, że człowiek z artystyczną duszą nie nadaje się do tego, jednak łamał on wszelkie zasady czy bariery i doskonale radził sobie z każdym zadaniem, które wymagało
od niego użycia ścisłego umysłu. Biegle liczył od najmłodszych lat, podstawy programowania poznał, gdy był kilkunastoletnim chłopcem, tak więc szybko opanował wszystko, co było mu potrzebne w wykonywanym zawodzie. Siedział więc godzinami przed monitorem i tworzył kolejne rzeczy, które miały ułatwiać ludziom komunikację czy wymianę danych. Można wręcz powiedzieć, że sprawiał, iż życie innych było dzięki niemu łatwiejsze i przyjemniejsze.
Coraz częściej zapominał jednak o własnych przyjemnościach. Ciągi cyfr i liter przebiegających mu codziennie przed oczami sprawiły, że farby dawno odeszły
w zapomnienie. Płótna kurzyły się gdzieś na strychu, podczas gdy jego palce poruszały się zręcznie po klawiaturze. Powoli zatracał poczucie piękna, a jedynymi rozrywkami stały się cotygodniowe wyjścia do pubu, gdzie upijał się wręcz do nieprzytomności. Pozwalało mu
to zapomnieć o wszelkich niespełnionych marzeniach z młodzieńczych lat, o każdym niepowodzeniu, jakie go dotykało, o samotności, z jaką spotykał się codziennie wchodząc
do pustego mieszkania. Z czasem zaczął nawet zapominać, że alkohol może być mostem i stał się dla niego drogą, którą podążał coraz dalej, głębiej. W końcu doszło do tego, że nawet
w domu zaczął często sięgać po szklankę z wódką. Nie było także zmiany w dniu, w którym awans na stanowisko szefa działu stał się faktem. Jedyną różnicą było to, że tym razem pił także za sukces.
I pewnie wszystko skończyłoby się tak jak zawsze, gdyby tego samego dnia nie pojawiła się w barze Ewa.
Jej drobne ciało, długie blond włosy i piękny uśmiech od razu przykuły uwagę Marka. Za spojrzenie takiej kobiety niejeden mężczyzna oddałby naprawdę wiele. Wielkie zielone oczy aż promieniały radością. Były pełne ciepła, jakiego pragnie każdy z nas.
Marek od razu zrozumiał, że jest ona brakującym elementem układanki jego życia. Siedział więc przy barze i zerkał w stronę jej stolika czekając na najmniejszy gest. Na wskazówkę, która podpowie mu co dalej robić.
Nie należał on do najprzystojniejszych mężczyzn, tak więc jedyną szansą na nawiązanie kontaktu było ukazanie jego wnętrza. Tylko jak można to zrobić w zatłoczonym pubie? Usilnie starał się wymyślić cokolwiek, jednak ilekroć wpadał na jakiś pomysł to stwierdzał, że jest to zbyt banalne, że taka kobieta zasługuje na dużo więcej niż tani barowy podryw. Powoli tracił już nadzieję, gdy poczuł na sobie ciepły wzrok. Obrócił się i ujrzał anielską twarz Ewy. Aksamitna cera ozdobiona była uroczymi piegami. Kilka z nich znajdowało się
na drobnym, lekko zadartym nosku, a reszta, niczym gwiazdy w bezksiężycową noc, rozświetlała smukłą buzię. Kąciki jej ust uniosły się lekko, a w policzkach pojawiły się dołeczki, których urok powaliłby z nóg nawet największych twardzieli. Serce Marka przyspieszyło swój rytm. Ostatni raz biło tak szybko za młodu, gdy w wigilię rozpakowywał swój prezent – pierwsze w życiu sztalugi, pędzle, farby… Tym razem musiał się jednak opanować, stała przed nim przecież kobieta jego marzeń.
Uspokoił się trochę, lecz gdy miał już wydusić z siebie pierwsze słowo sparaliżował go jej dotyk. Gładziła opuszkiem palca jego dłoń, a z jej ust wydobył się dźwięk, którego nie zrozumiał w owym stanie.
- Proszę? – zapytał więc lekko speszony.
- Mówiłam, że ja również kocham orchidee.
Marek uśmiechał się ze zdziwieniem przez dłuższą chwilę, zanim uświadomił sobie, że przez ten czas naszkicował na serwetce storczyka w pełnym jego rozkwicie.
- Naprawdę pięknie rysujesz. – kontynuowała Ewa.
- Dziękuję… – odrzekł lekko zachrypniętym głosem, po czym sięgnął po szklankę, by choć trochę zwilżyć wyschnięte usta i gardło.
- Wiesz, od zawsze marzyłam, by ktoś obdarzony tak wielkim talentem poświęcił chwilę
na stworzenie mojego portretu. Czy mógłbyś to dla mnie zrobić? To dla mnie naprawdę cudowny wieczór i nie mógłby mieć lepszego zakończenia. Proszę… – powiedziała wciąż głaszcząc jego dłoń.
- Dobrze – odrzekł – ale… – w tym momencie zerknął w stronę stolika pod oknem, przy którym siedziały jej, rozweselone alkoholem, przyjaciółki.
- To nic. – odparła – powiem im, że jestem zmęczona. Z resztą i tak niedługo miałyśmy iść.
- W takim razie chętnie to dla Ciebie zrobię. – wyszeptał Marek, w którego ustach znów zaczynało brakować śliny.
Dopił więc drinka, pomógł założyć jej płaszcz i wyszli.
Wieczór nie należał do najcieplejszych, więc w drodze chwyciła go pod rękę mocno się wtulając i oparła głowę na jego ramieniu. Szli tak w milczeniu przez dłuższy czas mijając zgaszone zmęczeniem ulice, aż w końcu ciszę przerwał delikatny głos Ewy.
- To już tutaj. – powiedziała i sięgnęła do torebki po klucze. W tym momencie Marek obrócił się i spojrzał w niebo. Cała ta sytuacja sprawiła, że czuł się tak, jakby każda z gwiazd świeciła tylko dla niego. Świat przestał się liczyć. Ważna była tylko chwila i cudowna kobieta, z którą spędzał wieczór.
Weszli do domu. Ewa zapaliła część świateł i w lekkim półmroku zaprowadziła
go korytarzem do sypialni.
Wielkie łoże z baldachimem, bordowa satynowa pościel i dziesiątki świec sprawiały wrażenie, że właśnie tam znajduje się Eden – prawdziwy raj na ziemi.
Nie tracąc czasu wręczyła Markowi papier i komplet ołówków, po czym subtelnymi,
ale zdecydowanymi ruchami pozbyła się odzienia i ułożyła się wygodnie w chłodnej pościeli. Leżała na boku jedynie w skromnych majteczkach i pończoszkach, a ręką zakrywała piersi. Na jej twarzy pojawił się lekki rumieniec, jednak mimo to, wydawała się bardzo rozluźniona. Obserwował ją przez dłuższą chwilę w bezruchu. Błądził wzrokiem po całym ciele. Podziwiał twarz, włosy, ramiona (na nich skupił się najbardziej, gdyż linia kreśląca obojczyk była sama w sobie tak seksowna, że zaczął odczuwać lekkie podniecenie), wspaniałe wcięcie w talii, krągłe biodra, zgrabne nogi… To wszystko, co widział, można nazwać dwoma słowami – kwintesencją kobiecości.
Nie mógł jednak tak patrzeć bez końca. Chwycił ołówek i szybkimi ruchami zakreślił zarys jej ciała. Dla większości ludzi to już było arcydzieło, jednak on kontynuował rysowanie. Poza kolejnymi kreskami tworzącymi cienie na ciele modelki przelewał też na papier każde
z towarzyszących mu uczuć. Pożądanie, radość i euforia rzucały się w oczy od razu, jednak można tam było dostrzec też nutkę wstydu i skrępowania. Mimo wszystko szybko uporał się
z powierzonym mu zadaniem.
Odłożył ołówek i podszedł do Ewy. Delikatnym skinieniem poprosiła go by usiadł na brzegu łóżka. Tak też uczynił. Gdy pokazał jej ukończone dzieło była wręcz wzruszona. Ten rysunek był dla niej najpiękniejszym komplementem, jaki w życiu otrzymała. Nie zawierał on ani jednego słowa, jednak był hołdem dla niepowtarzalnej urody.
Nie mogąc wyjść z zachwytu poprosiła, by przymocował rysunek do wielkiego lustra znajdującego się na ścianie za łóżkiem. Chciała go widzieć z każdego miejsca w sypialni.
Gdy tylko Marek spełnił to życzenie, poczuł jej dłonie na swoich ramionach,
a rozpalone namiętnością usta muskały skórę jego szyi. Obrócił się, spojrzał jej głęboko
w oczy i zaczął delikatnie całować. Ich języki splotły się i tańczyły jak oszalałe. Płonące wargi spragnione pieszczot napierały na usta kochanki dając, i biorąc rozkosz.
Coraz bardziej rozpalona Ewa rozpięła guziki jego koszuli i obsypała tors i brzuch setkami drobnych pocałunków, a każdy z nich powodował jeszcze większe dreszcze. Poddawał się jej całkowicie i tylko mruczał cichutko, jednak nie mógł się nie odwdzięczyć. Położył ją
w miękkiej pościeli, a jego język odkrywał każdy skrawek pachnącej, delikatnej skóry. Całował jej uszka, szyję… i wsłuchiwał się w jęki rozkoszy. Gdy tylko zaczął pieścić dekolt ujrzał skrywane wcześniej, wspaniałe piersi. Nie były one duże, jednak kształt i jędrność sprawiły, że stały się one dla niego najcudowniejsze na świecie. Z należytym więc szacunkiem pieścił je powoli i namiętnie, czasami przygryzając sutki. Robiłby to zapewne bez końca, jednak szybkim ruchem został przewrócony na plecy, a dłonie cudownej kobiety pieściły jego krocze. Spodnie, które wcześniej wydawały się dość luźne, teraz były napięte tak bardzo, że musiała się ich pozbyć. Zdejmując je chwyciła od razu za bokserki, i ukazał jej się nabrzmiały penis. Musiał wywrzeć na niej ogromne wrażenie, gdyż przypatrywała mu się przez długą chwilę, a w jej oczach można było dostrzec wielkie pożądanie i zachwyt.
Nie dotykała go jednak. Zupełnie jakby czekała aż podniecenie obojga sięgnie szczytu. Gładziła dłońmi uda, łaskotała włosami pachwiny i spoglądała Markowi głęboko w oczy. Widziała jak bardzo pragnął, żeby się zajęła jego sterczącym skarbem. Sama też czuła,
że wcześniejsza delikatna wilgoć zamieniła się w potok soczków, które wręcz moczyły jej majteczki.
Pochyliła więc głowę i objęła go ustami jednocześnie wsuwając rączkę między własne nogi. Marek nie mógł pozwolić jednak, by Ewa pieściła się sama. Przyciągnął ją do siebie, zdecydowanym ruchem zdarł jej majteczki i obrócił ją tak, że przed oczami ukazały mu się gładko wygolone, spragnione dziurki. Teraz oboje mogli obdarzyć się wielką rozkoszą. Przejechał języczkiem po rozpalonych wargach i w tym momencie poczuł jak jego organ zanurza się w jej gardle. Było to tak wspaniałe uczucie, że nie mógł powstrzymać się
od mruczenia, które z czasem zamieniło się w głośne jęki. Zapach i smak jej ślicznego kwiatuszka, którego miał tuż przy swojej twarzy tylko potęgowały doznania.
Objął ustami nabrzmiałą łechtaczkę i zaczął ją ssać bez opamiętania. Nie minęło wiele czasu, gdy poczuł, jak po jego języku spływały pyszne soczki, a Ewa, tracąc oddech i wbijając paznokcie w jego uda przeżyła cudowny orgazm.
To był jednak dopiero początek przyjemności. Żadne z nich nie chciało kończyć w takim momencie. Długo nie myśląc rozpalona kobieta usiadła na nimi pozwoliła sterczącemu penisowi zanurzyć się w jej ciasnej dziurce. Czuła w sobie każdą pulsującą żyłkę organu, który jeszcze bardziej powiększał swe rozmiary. Marek znów zaczął głośno jęczeć
z rozkoszy, a jego ręce zawędrowały na cudowne piersi. Pieścił je tak, jakby na świecie nie istniało nic cudowniejszego. Co jakiś czas unosił się i zwilżał śliną sterczące sutki. Najwyraźniej spodobało się to kochance, gdyż z jej ust zaczęło wydobywać się ciche mruczenie.
Po chwili przerwał, prosząc, by wypięła dla niego ponętny tyłeczek. Bez wahania spełniła jego prośbę, a on wbił się w nią od tyłu. Chwycił ją mocno za biodra, przyciągnął i wypełnił sobą całkowicie. Przed oczami mieli teraz jego dzieło. Patrzyli na nie obłędnym wzrokiem
i oddawali się jeszcze większej przyjemności.
Poruszali się szybko i rytmicznie, a namiętność wręcz wrzała w ich ciałach. Czuli, że chwila największego uniesienia jest już coraz bliżej.
Nie powstrzymywali się dłużej. Ich ciała prężyły się z rozkoszy, gorąca sperma zalała jej wnętrze, a z ich ust wydobyły się niekontrolowane krzyki, które brzmiały jak piękna symfonia odgrywana na cześć orgazmu…
W świetle dogasających świec Marek znów dostrzegł piękny uśmiech Ewy. Pocałował
ją czule, przytulił, i oboje zasnęli.
*
Na zewnątrz zaczęło świtać. Znad ponurego lasu niepewnie zaczęło wyglądać słońce. Pojedyncze promienie oświetlały świat. Kilka z nich padło na łąkę, gdzie kwiaty na nowo budziły się do życia. Część wdarła się przez szybę do pokoju i zatrzymała się przy sztalugach. Na napiętych płótnach można było zobaczyć prześliczne, ogromne zielone oczęta, urocze dołeczki w policzkach…
Chwilę później światło dotarło też do śpiącego artysty. Posiwiałe włosy, opuchnięta od łez twarz i leżące obok puste butelki po wódce w niczym nie przypominały pełnego życia Marka. Jedynie jego dłonie były wciąż równie delikatne. Niestety tym razem nie dotykały one jędrnego ciała. Ściskały jedynie skrawek papieru, na którym widniał napis:
„Mój Dogi.
Każda chwila spędzona z Tobą była cudowna. Nigdy nie zapomnę Twojego dotyku, zapachu, smaku… Jesteś naprawdę wspaniałym mężczyzną.
A twój rysunek… będzie dla mnie najpiękniejszym prezentem… ślubnym.
To był mój wieczór panieński. Za chwilę odlatuje mój samolot, a już jutro włożę na palec obrączkę…
Całuję…”

Tagi: 18 latki, Blogowe Opowiadania, dziewictwo, Erotyki, Fantazje Erotyczne, Opowiadania Erotyczne, orgazm, Ostre Opowiadania, Seks Grupowy, seks opowiadania, walenie, wytrysk spermy
Najlepsze opowiadania:
Skomentuj